Sylwia Cembala, senior strategist w Keino Creative, przygląda się kulturowej historii lalek i znaczeniom, które nadawaliśmy im przez stulecia.
Jak co roku, październik jest u mnie horrorowy. Tak, wiem, horrorowy jest u mnie cały rok, ale październik to zupełnie inny poziom immersji: poza oglądaniem i badaniem aktywnie szukam też skrajnie creepy doświadczeń (z różnym skutkiem). Jednym z tegorocznych przystanków było Muzeum Domków Lalek, Gier i Zabawek w Warszawie (mamy takie, polecam).

Poszłam tam z bardzo konkretnym zamiarem: znaleźć lalkę, przy której zrobi mi się nieswojo. Długo nie musiałam szukać.

I tu zaczęło się robić ciekawie, bo przecież nikt nie zbierał tych lalek po to, żeby straszyły. Ktoś je kochał, czesał, bawił się nimi i układał do snu. Groza nie siedziała w nich od początku... Za to siedzi w tym, co przez wieki z lalkami robiliśmy, i w tym, co opowiedział nam o nich współczesny horror.
Trudno o lepszy moment na ten temat. W ostatnich tygodniach kino, Netflix i branża tak nas lalkami sterroryzowały, że wyskakiwały już z lodówki. Plus październik też ma swoje prawa i należy mu się przynajmniej odrobina horrorowej uwagi. Pogadajmy więc o lalkach w kulturze.
Lalki służyły do zabawy od bardzo dawna, ale sama „zabawka” jako osobna kategoria przedmiotów jest pojęciem nowożytnym i dość wąskim. Wcześniej, a w niektórych miejscach do dziś, lalka działa przede wszystkim jako ciało zastępcze: antropomorficzny przedmiot, który przejmuje rolę osoby, zmarłego, bóstwa, dziecka albo nas samych. Co ciekawe, przy wielu starożytnych figurkach archeolodzy do dziś nie potrafią rozstrzygnąć, czy służyły do zabawy, czy do rytuału, co dobrze pokazuje, jak płynna była ta granica. Najogólniej mówiąc, funkcję lalki wyznacza to, kto ją trzyma i w jakiej praktyce. Takich praktyk jest sporo. Poniżej kilka najbardziej klasycznych porządków.
Egipskie uszebti miały pracować za zmarłego w zaświatach. Przed ślubem greckie dziewczyny ofiarowywały swoje lalki Artemidzie, a rzymskie Wenerze lub larom. Rozstanie z lalką oznaczało wejście w dorosłość. W Japonii nagashi-bina puszczano z nurtem rzeki, żeby zabrały ze sobą nieczystość, a ningyō kuyō, czyli pogrzeby lalek, odprawia się do dziś. Wspólny mianownik to przeniesienie: lalka bierze na siebie coś, czego nie chcemy albo nie możemy nieść sami. Nam kulturowo najbliższa jest tu Marzanna, kukła-efigia zimy i śmierci, którą trzeba unicestwić. To podobna logika co w przypadku nagashi-bina, tylko w słowiańskim wydaniu.


Lalki dostarczały dziewczynkom gotowych skryptów społecznych. W XIX-wiecznej Europie, wraz z mieszczańskim ideałem kobiety jako strażniczki domu i matki z powołania, lalkę-damę zaczyna wypierać lalka-dziecko. Najpierw jest to wyidealizowana dziewczynka (francuskie bébé), a na przełomie wieków niemowlę, co ma zaserwować trening matkowania. Tego typu przedmioty nazywa się scriptive things, czyli rzeczami, które podsuwają ciału konkretne gesty i role. Lalka nie tylko odzwierciedlała normy, ale je również współtworzyła. Barbie przesunęła ten skrypt z opieki na konsumpcję i stylizację siebie. Co ciekawe, jej pierwowzorem była Bild-Lilli, niemiecka lalka oparta na komiksowej postaci z „Bild-Zeitung”. Lalkę sprzedawano w barach z cygarami i sklepach z tytoniem jako żartobliwy gadżet dla mężczyzn.
Zanim pojawiły się żurnale, francuskie poupées de mode, zwane „Pandorami”, podróżowały po europejskich dworach jako nośniki trendów. Lalka bardzo wcześnie była więc kanałem komunikacji, a nie tylko przedmiotem.

Podsumowują, lalka zawsze bywała zabawką, ale przez większość historii była przede wszystkim przedmiotem projekcji i przeniesienia. Dopiero nowoczesność zamknęła ją w dziecięcym pokoju.
Lalka zaczęła straszyć na długo przed kinem, bo od wieków zastępowała zmarłych. Przykładowo, ceremonie pogrzebowe monarchów trwały dłużej, niż ciało mogło wytrzymać, więc w kondukcie niesiono efigię z drewna, a później z wosku. Część z nich przechowuje do dziś np. w Westminster Abbey. Efigie pokazywały, że władza trwa, choć ciało już przegrało.

W XIX wieku tę samą funkcję pełniła fotografia post mortem. Zmarłe dzieci fotografowano tak, jakby spały, często z zabawkami, także z lalkami. Horror niczego tu nie wymyślił, a wręcz dostał w spadku przedmiot, którego zadaniem od dawna było zastępowanie kogoś, kogo już nie ma.

W XX wieku kilku teoretyków próbowało rozbroić niepokój budzony przez lalki:
Ernst Jentsch uznawał niesamowitość za efekt intelektualnej niepewności, czyli gdy nie wiemy, czy obiekt jest żywy, czy martwy. To do dziś najbardziej intuicyjne wyjaśnienie.
Zygmunt Freud polemizował z Jentschem. Twierdził, że źródłem grozy nie jest sama lalka, lecz powrót wypartych treści. Zauważył też, że dzieci nie boją się ożywienia lalek, one tego pragną. Groza to dorosła, skrzywiona wersja dziecięcego życzenia.
Masahiro Mori wprowadził pojęcie „doliny niesamowitości”. Sympatia rośnie wraz z ludzkim podobieństwem, by tuż przed absolutnym realizmem gwałtownie spaść (w dolinie umieścił np. protezy i zwłoki). Dziś to dobra soczewka np. do interpretacji niektórych horrorów czy opisu tematów związanych z technologią.
Rainer Rilke odwrócił perspektywę i powiedział, że grozą lalki jest jej milczenie. Dziecko ją kocha, a ona nie oddaje niczego w zamian, co staje się pierwszym doświadczeniem obojętności świata.
Wszystkie te tropy sprowadzają się do jednego - lalka to ciało zastępcze bez wnętrza. Horror robi z tym zazwyczaj dwie rzeczy, albo wypełnia pustkę (lalka zyskuje np. duszę, wolę i głos), albo odwraca kontrolę (to my okazujemy się bezwolnymi figurkami w cudzym domku).
Brzuchomówcy - najbliższy kuzyn lalki, zastępczy głos, który w horrorze się usamodzielnia.
Lalka opętana lub zamieszkana przez duszę - najbardziej klasyczna linia, od Chucky’ego po Annabelle. Horror realizuje tu dosłownie to, co lalka zawsze obiecywała, że coś w niej siedzi.
Lalki mszczące się i karzące - często są to lalki, które karzą okrutnych dorosłych i chronią dziecko.
Lalka jako narzędzie lub maska sprawcy - sztandarowy przykład to Billy w „Pile”, czyli kukła-nadajnik głosu Jigsawa lub Young-hee w Squid Game.
Lalka AI - w tym polu możemy się spodziewać boomu, na ten moment pierwszym w pełni ukształtowanym konceptem jest M3GAN.

Obok lalki w dosłownym sensie istnieje pokrewny trop kobiety-lalki, która ma być tym, co zrobi z niej mężczyzna. Ta fantazja wraca w kulturze od starożytności. W micie o Pigmalionie rzeźbiarz zakochuje się we własnym posągu idealnej kobiety, a bogowie go ożywiają. W XIX wieku literatura opowiada o mężczyznach zakochanych w automatach, których nie odróżniają od żywych kobiet. W XX wieku artyści idą dalej: Oskar Kokoschka zamawia lalkę-kopię kochanki, która od niego odeszła, a Hans Bellmer rozkłada i składa lalkowe ciało dziewczyny według własnego uznania. W tym miejscu kobieta-lalka spotyka się z innym wielkim motywem horroru, czyli Frankensteinem i opowieściami o stworzeniu życia i odpowiedzialności stwórcy. Jednak gdy stwórca robi kobietę dla siebie albo dla kogoś innego, obie linie zaczynają opowiadać historię kobiety zaprojektowanej według męskiej fantazji. Horror często bierze tę fantazję dosłownie i zadaje praktyczne pytanie: skąd wziąć kobietę bez własnej woli? Kino gatunkowe zna kilka odpowiedzi. Można ją zrobić na zamówienie, z maszyny / kodu albo z martwego ciała. Można też wziąć żywą kobietę i odebrać jej wolę, zamieniając ją np. w figurę woskową, manekin albo eksponat...

Najlepiej będzie, jeśli na własne oczy przekonacie się, jak lalkowe tropy działają w horrorze. Poniżej znajdziecie propozycje filmów pogrupowane według motywów. Każda ścieżka pokazuje inne oblicze tropu.



Jeszcze przykłady reklam, w których pojawiają horrorowe lalki.

A jeśli po lekturze macie ochotę na więcej grozy, ten weekend w Warszawie daje kilka dobrych okazji.


